Open top menu
środa, 25 czerwca 2014
Orange Warsaw Festiwal - Dzień 3

2014 to rok naszej X rocznicy bycia razem... Poznalismy się słuchając Limp Bizkit... i tak nam zostało... Jak wielkie było nasze szczęście kiedy okazalo się, że będą grać na Festiwalu w Szczecinie - pojechaliśmy... rok później był koncert w Warszawskiej Stodole, z którego przywiozłam jeszcze więcej emocji i kostkę rzuconą przez Wesa Borlanda. No i teraz okazało się, że 3 dnia Orange Warsaw Festival znowu wystąpią - jedziemy padlo jednoglośnie, chocbym miała sprzedać na allegro pół szafy... No i pojechaliśmy...

Wyjechalismy wcześnie co by przypadkiem nic nas nie zaskoczyło... jako, że nasz hotel znajdował się na Pradze... jedyne co zobaczyliśmy to kilka sypiących kamienic, mega kolorowy budynek Urzędu Skarbowego i trafiliśmy do fajnej knajpki BAZAR. Tam rozkoszowałam się ciszą spożywając pysznego omleta i pijąc latte - nagle do środka weszła trójka dorosłych z dwójką małych dzieci.... rumor jak cholera... rodzice w glos komentowali co w danym momencie robią ich pociechy - "oooo a teraz jemy arbuzika....mniam...o jakie pyszne... ślicznie...kosi kosi... ale robisz piekne minki" no dobra trudno - pomyślałam - same dzieci były spokojne, czego nie można powiedzieć o ich rodzicach... kiedy nagle tato dziewczynki wstał mówiąc " a teraz będziemy tańczyć" - mała popatrzyła na niego badawczo  -a on chwycił ją z krzeselka postawił na śordku i zaczął tańczyć ostentacyjnie tupiąc.... Wtf... Latte zamieniłam na drinka...

Mały odpoczynek w hotelu, szykowanie i jazda na stadion.... ludzi masa... scena na stadionie imponująca więc kiedy dowiedzieliśmy się, że Limp gra na tej drugiej pod chmurką byliśmy torszkę zawiedzeni... nasz zawód minął kiedyusłyszeliśmy pierwsze dźwięki spod dachu - masakra...akustyka fatalna...dźwiek odbijał się bombardując każdego kto się tam znajdował...

Przekąski, piwo, drink, fajeczka... zero dzieci... sami pozytywnie nakręceni ludzi i cała masa atrakci w maisteczku festiwalowym...czas lecial szybko... w końcu poszlismy zająć miejsca... właśnie zaczął się koncert Jurassic 5, byłam bardzo pozytywnie zaskoczona i bujałam się razemz tłumem, kurcze chłopaki dali czadu... to była dobra zaprawa przed naszym osobistym punktem wieczoru.... kiedy zaczęły się przygotowania do koncertu Limpa byliśmy juz na prawdę blisko sceny....

I zaczęło się... choć zabrałam ze sobą mały kompakt nie wyciągnęłam go nawet na chwilę...szkoda mi było na to czasu i energii...w końcu i tak w necie będzie pełno fot...skupiłam się na przeżyciach... skakałam, darłam się, machałam.... było mega pozytywnie.... czy lepiej niż w Szczecinie lub w Stodole - inaczej.... za każdym razem jest inaczej i za każdym razem jest równie cudownie.... Nagle koniec.... co już...nie możliwe... przecież dopiero zaczęli... tak szybko minęła 1h 20 min... Byłam trochę zasmucona, że tym razem po prostu nagle się zmyli.... stałam jedszcze chwilę w nadzieji, że wyjdą na bis ale dupa... no trudno oby przyjechali znowu....

Kocham ich bo sluchając ich piosenek mam przed oczami retrospekcje ze swojego życia, tyle wspomnień...

Zahaczyliśmy jeszcze część koncertu Outkast.... byłoby ekstra gdyby nie ta cholerna akustyka pod dachem...

Powrót do hotelu... kolana wysiadły...zasnęłam w minutę...

Śniadanie i powrót... na A2 wypadek więc trzeba było urządzić na pasie zieleni godzinny piknik... a że mieliśmy tylko mineralną i wafle był nieco ubogi...

Było super.... oby więcej takich odskoczni....


Zobacz więcej

.