Open top menu
czwartek, 9 stycznia 2014
My home is my castle

Każdego dnia dojrzewam i chciałabym pewne rzeczy zmieniać. Kiedy zakładałam rodzinę byłam spontaniczną wariatką i odzwierciedlało się to we wnętrzach mojego mieszkania. Soczyste kolory, zdecydowane i odważne połączenia - marzyłam o tym. Kiedy dostaliśmy 100 m2, w których to swego czasu prowadzona była działalność gastronomiczna byliśmy w niebo wzięci, że możemy zrobić wszystko po swojemu. Remont weryfikował nasze plany - tutaj nie można bo rura, tutaj coś tu za wysoko, tu za nisko ale przede wszystkim brak kasy - bo gdyby nie to to wszystkie inne problemy byłby do załatwienia. Mimo wszystko cieszyliśmy się jak dzieci - taki metraż na samym starcie, nasze własne bez rodziców, nie w bloku, nie w mieście i ogród. Remont się przeciągał ponieważ wszystko robiliśmy sami tzn z pomocą tatusiów. Kiedy na świat przyszedł Kacper wszystko było gotowe. W zasadzie bardziej od tego jak będzie wyglądać mieszkanie interesowało nas to że będziemy razem już zawsze - że będziemy zasypiać się i budzić obok siebie ... teraz patrzę na fotografie z ogromnym bólem...

Zobacz więcej

.