Open top menu
poniedziałek, 13 października 2014

Niedziela...

Mając nienormowany czas pracy bardzo często pracuję w weekendy - szczególnie w sezonie (maj - październik), mój mąż od rana prawie do wieczora od poniedziałku do piątku - dlatego każda niedziela jest dla mnie na wagę złota.





I taka była ostatnio - mimo, że z rana miałam troszkę pracy, to od godziny 12:00 był czas tylko dla rodziny.

Wspólny obiad, spacer, zabawy, pieczenie babeczek i film familijny albo bajka. Tak zazwyczaj wygląda nasza niedziela. Do kościoła nie chodzimy często ale staramy się - jesteśmy wierzący i często mam wyrzuty sumienia, że w weekendy pracuję i nie mam czasu na tą godzinę by odwiedzić Boga w jego progach - ale podobno Bóg jest wszędzie...

Czasami kiedy pęd życia zaczyna mnie przytłaczać chciałabym zaszyć się w jakiejś puszczy i żywić mchem, odciąć się tak całkowicie od świata...

Nie potrafiłabym chyba już mieszkać w mieście - mijać na spacerze wciąż tych samych ludzi, wymieniać sztucznych uśmiechów i dostosowywać się do ogółu...

tutaj mamy namiastkę głuszy...nikt nas nie obserwuje i nikt nie mówi kiedy mogę odkurzać, puszczać głośną muzykę - żyję jak chcę...

Niedziela...

To takie zakończenie tygodnia, to czas na przystanek i myśli... to czas dla dzieci i męża... nasz czas...

A, że właśnie jesienią i zimą mam najwięcej wolnych niedziel to uwielbiam te pory roku :)

Znowu o wszystkim i o niczym...refleksyjnie i po mojemu - ale znowu dużo zdjęć...























































Tagged

0 komentarze

.