Open top menu
wtorek, 2 września 2014

Wrzesień... początek roku szkolnego...

dla rodziców pierwszaków niezwykle stresujący czas, to samo dotyczy dzieci pierwszy raz idących do przedszkola lub zerówki...

Wszyscy tak cholernie przewrażliwieni, dbający o swoje pocieszki, srający lukrem nad każdym uśmieszkiem, gestem i głoską... tacy wspaniali idealni rodzice...och ileż to oni rozmawiają, jak tłumaczą, żeby zminimalizować lęk separacyjny tudzież inne wynalazki psychologów... Fajnie na serio świetnie, że tak kochają swoje dzieci, że dbają....szkoda tylko, że w tej całej swojej miłości zapominają o przekazywaniu dziecku prawdziwych wartosci i zasad.... szkoda, że tak cholernie kochając zapominają o wychowaniu....



Wczoraj we wszystkich szkołach rozpoczęcia roku.... również w naszej szkole muzycznej... inauguracja odbyłam się w sali koncertowej... przemowy a po nich mały koncert z udziałem uczniów.... na widowni uczniowie - dzieci młodsze i starsze z rodzicami... szepty, śmiechy, momentami gwar... nie tylko dzieci - rodzice również... no tak przecież to wszystko co mówią jest takie nie ważne nie istotne... po co nauczyć dziecko szacunku i tego, że w takich miejscach, podczas takich wydarzeń musi byc cisza....
Kacper trochę się nudzi..interesują go głosne dzieci z tyłu, odwraca się, przygląda a po chwili robi do mnie minę i mówiącą - widziałaś jakie dzieciory niewychowane... mimo iz pewnie mało rozumie z tej dyrektorskiej gadki słucha i milczy...
Po wszystkich przemowach koncert uzdolnionych uczniów... bardzo ciekawe (w mojej ocenie) aranże znanych muzycznych dzieł. Kacper zainteresowany co chwila spogląda na mnie z uśmiechem i zdziwieniem - "aleeeee... slyszałaś.." w końcu jest uczniem szkoły muzycznej....
Duża liczba dzieci nie zwraca uwagi na muzyków, wygłupy, śmiechy - odwracam się i patrzę - rodzice na wybryki swych pociech nie reagują bo albo zajęci są rozmową ze sobą albo telefonem...
Część z nich zaczęła wychodzić w trakcie... brak szacunku to mało powiedziane.....

Takich sytuacji każdego dnia oglądam mnóstwo....
w sklepach, na ulicach, szkolnym korytarzu, placu zabaw....
Irytuje mnie, że dzieci nie pozwalają rozmawiać dorosłym.... przerywanie, wykrzykiwanie.....
no tak przecież kanony wychowawcze uległy zmianom... teraz to dziecko ma prawo głosu... zawsze i wszędzie, bo może akurat to zaważy na jego przyszłości... dlatego zawsze trzeba być gotowym na wysłuchanie go...obojętnie czy mówi grzecznie czy drze japę jak dziki zwierzak... dziecko przecież jest najważniejsze....
Irytuje mnie, że dziecko wymusza zakup czegoś....przecież dziecko jest bezradne a tak bardzo chce, nie umie inaczej...no i d tego ten wstyd przed ludźmi.... tak kupię mu może więcej nie zawoła... ehe na bank....następnym razem będzie gotowe wskoczyć na regał i zagrozić totalnym zniszczeniem marketu by uzyskać to co zaplanowało...
Irytuje mnie kiedy rodzic uczy dziecko złych nawyków...D- "mamo gdzie mam wyrzucić ten śmieć?" M- "Obojętnie, wyrzuć to!" ... not ak po co uczyć dziecko prawidlowych nawyków, niech wyrzuci śmieci jak najszybciej bo jeszcze się pobrudzi, nie ważne czy to ulica czy czyjś ogródek... to samo dotyczy psich kup... tego, że pierwszeństwo mają wychodzący... że witamy się wchodząc i żegnamy wychodząc...

Rodzice źle pojęli zasady bezstresowego wychowania i najzwyczajniej w świecie wychowywać przestali...

Co raz cześciej widzę jak rodzice uczą swoich dzieci jedynie chorej rywalizacji, egoizmu, pychy i buty....nikt nie jest ważny ty jesteś wązny więc możesz wszystko.... to hasło przyświeca wielu rodzicom.... dużo obserwuję.. analizuję...wyciągam wnioski.... nie jestem idealna... moje dzieci też mają gorsze i lepsze dni... czasem mam ochotę je związać i zakneblować.... ale nigdy nie zrobiłabym nic co mogłoby uczyć moje dziecko braku szacunku czy kultury...wystarczy, że pomyślę sobie, że kiedyś te dzieci będą dorosłe a ja jako stara babcia będę mijać to pokolenie na ulicach...i już się boję....


Tagged

3 komentarze :

  1. Ja mam taki problem, że Polka ma 2 lata i ma etap gadania bez przerwy. W domu mi to nie przeszkadza, ale gdzieś np. w przychodni czy w sklepie to już problem. I chociaż zwracam jej uwagę, mówię, jak ma się zachować, to nic nie działa. Czasem jak jest za głośna to po prostu skądś wychodzimy. No i nie lubi czekać w kolejkach, musi mieć już wszystko natychmiast. Zawsze wtedy tłumaczę jej o co w kolejkach chodzi i mówię po kim jest nasza kolej. Na szczęście po mnie powtarza dzień dobry czy do widzenia.
    Nie wiem czy to taki etap, ale ostatnio diabeł i złośliwiec z niej straszny, a tłumaczenie nie pomaga. Nie słucha i już. Mam nadzieję, że jej minie, bo chociaż nauczyłam się być cierpliwa, to i czasem tej cierpliwości nie starcza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj znam to u nas też taki etap... staram się nie ulegać i byc konsekwetną choć moje poklady cierpliwości się kończą - ja na razie stosuje metodę wychodzenia jesli już zaczyna przeszkadzać bardzo ale 2 latka to jeszcze chyba jestem w stanie wytłumaczyć ale np to co mnie najbardziej wkurzylo ostatnio to ta szkoła muzyczna i wierz mi tam sa dzieci min. 6-letnie a ze strony rodziców reakcji brak... masakra

      Usuń
  2. Bardzo mądry i POTRZEBNY post - może niektórym rodzicom się oczy otworzą choć na moment...

    OdpowiedzUsuń

.