Open top menu
piątek, 19 września 2014

Czego boję się najbardziej? Tego, że ta chwila, ten moment może być tym ostatnim... że poza tym co jest tu i teraz może nie być już nic...

Ostatnio nie czułam się najlepiej... za dużo myśli... złych myśli o tym jak to mam źle - niezadowolenie z tego kim jestem i co posiadam, z kim jestem i jak żyję...

Nagle dzieci dopada choróbsko a mąż ląduje w szpitalu z atakiem wyrostka... kiedy zawieźli go na operacje poczułam ukłucie w mostku... dziwny strach... 

Tłumaczyłam sobie, że to nic poważnego, szybki zabieg i będzie po wszystkim - ale to nie chodziło o to... chodziło o to, że jeszcze przed momentem posprzeczaliśmy się znowu o to, że do czajnika zamiast filtrowanej wlałam wode z kranu, że pasta znowu nie zakręcona - milion bzdur, które nie mają znaczenia, żadnego wpływu na nasze losy... pomyślałam o tym, że od kilku lat obiecujemy sobie weekend we dwoje, o tym jak mało czasu poświęcamy dzieciom...

a przecież jutra może nie być...

W tą godzinę oczekiwania przeanalizowałam ostatnie 10 lat wspólnego życia, wszystkie kłótnie, nieporozumienia, niespełnione obietnice... ogarnęła mnie panika... najbardziej boję się śmierci - swojej i swoich bliskich... nie wyobrażam sobie, że mogłoby mnie nie być, że mogłoby nie być moich dzieci, męża, rodziców, siostry, dziadków... kiedy myślę o babci i dziadku, z którymi jestem tak cholernie związana zaczynam się trząść - wiem, że ich droga nie jest już zbyt długa...niemoc mnie osłabia... korzystam z każdej chwili by z nimi być, by wspominać i cieszyć się ich obecnością... do dzisiaj kładę sie obok babci, opieram głowę na jej kolanach a ona gładzi mi włosy... kiedyś usmiechałam się przy tym a teraz z oczu plyną mi łzy... 

bo jutra może nie być...

Świadomość tego, że mamy mało czasu pozwala nam wyciskać ten ktory został jak cytrynę... myślisz sobie dzieci są małe, ja młoda, mąż młody...mamy tyle czasu...

Nie wiesz ile masz czasu.... nie przyjmujemy do wiadomości, że jutra może nie być...

Przypomniałam sobie czas kiedy mogłam stracić Kacpra... czas chorób i walki o to by żyć normalnie... kiedy ból ze strachu przed jego utratą nie pozwalał oddychać...

Przypomniałam sobie czas kiedy rozstaliśmy się z Tomkiem...kiedy czas bez niego był nie do zniesienia...

Przypmniałam sobie zagrożoną ciążę z Millą i strach o tym, że mogę stracić ja zanim ją poznałam...

Przypomniałam sobie kiedy mój tata miał wypadek samochodowy...
kiedy myślałam, że mama ma wylew i łkałam w słuchawkę wzywając pogotowie...
kiedy mój dziadek był w szpitalu...
przypomniałam sobie wszystkie chwile, kiedy kogoś lub coś traciłam lub mogłam stracić....

Tak - przez godzinę, którą trwała operacja przypomniałam sobie o tym, że trzeba brać garściami chwile, brać miłość i szczęście... że brudna szklanka i okruchy na blacie są niczym w obliczu tego, że przecież.... jutra może nie być... 

Dzieci zdrowieją, mąż już w domu... nie mogę pozwolić by znów przestać myśleć w taki sposób... tylko ta świadomość ułatwi mi bycie szczęśliwą, ułatwi mi czerpanie z życia wszystkiego co najlepsze, ułatwi mi dbanie o to by relacje z bliskimi były szczęśliwe... tylko ta świadomość...

że jutra może nie być...

Tagged

8 komentarzy :

  1. A ja tu jade juz 10ta godzine do domu autobusem, ciemno jak w d , przypieta pasami bo dopada mnie ten sam strach. Nie raz nie dwa..

    OdpowiedzUsuń
  2. W gardle mnie ścisnęło... Zazwyczaj to czuję, kiedy Ciebie czytam.
    To o czym piszesz jest tak proste i logiczne. Mimo to, tak wybitnie potrafimy marnować chwile...

    OdpowiedzUsuń
  3. Cała prawda człowiek goni za pieniędzmi karierą a czy to takie ważne ? Kuci się o rzeczy mało istotne . Te które nie mają wpływu na nasze życie . Ani go nie poprawią ani nie polepszą . W po goni za wszystkim zapominamy co na prawdę jest ważne .

    OdpowiedzUsuń
  4. Odkąd Zosia jest na świecie tak właśnie chcę przeżywać każdy dzień. Żeby nie żałować. Łapać szczęście ile się da i po prostu żyć szczęśliwie!

    OdpowiedzUsuń
  5. i mnie ścisnęło w gardle, a nawet i łzy pociekły bo wszystko to takie prawdziwe i niestety realne nie da sie tego uniknąć ...... jedyne co możemy zrobić to żyć tak aby przed odejściem powiedzieć sobie odwaliłam kawał dobrej roboty ....

    OdpowiedzUsuń
  6. Wszyscy pędzimy- za pieniędzmi, za lepszym życiem, za wszystkim. A zapominamy, że dla dzieci ważniejsze od kolejnej zabawki jest czas spędzony z rodzicami na wycieczce czy na pieczeniu ciasteczek. Zarabiamy pieniądze żeby mieć na życie, a zapominamy że przez ten pęd tracimy życie i cenne chwile z naszymi najbliższymi. Szkoda, że tak ważny jest pęd, zdobywanie rzeczy. Nie twierdzę, że to jest złe, bo jednak trzeba coś jeść, w co się ubrać, czym grzać dom w zimie, a i na małe przyjemności chcielibyśmy sobie pozwolić. Ale trzeba pamiętać co jest w życiu najważniejsze - zdrowie i rodzina. I tych dwóch rzeczy nie należy zaniedbywać. Trzeba w tym biegu znaleźć czas, choć jeden dzień tylko dla rodziny, tylko dla męża, tylko dla dzieci. Bo te niby drobnostki są najważniejsze w życiu. I oby tylko los nie odebrał nam tego wszystkiego zbyt wcześnie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Masz rację, trzeba czerpać z tego, co dzieje się w danej chwili i niepotrzebnie nie kłócić się o drobnostki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jak ja byłam mała dziewczynką miałam 8 lat zmarl mój brat. Był starszy. Często się kłóciliśmy - jak to rodzeństwo. To że zmarł dotarlo do mnie jak miałam 10 może 11 lat. Babcia opowiedziała mi kiedyś (niedawno) historię jak Brat powiedział do dziadka by nakrzyczał na niego a nie na mnie. Pamiętam jak robiłam mu na złość.
    Od jego śmierci minęło 14 lat. Nie ma dnia bym o nim nie myślała. Do tej pory potrafię popłakać się facetowi bo tęsknię, czegoś żałuję.
    Teraz nie wyobrażam sobie pójść pokłócona z kimś na kim mi zalezy spać. Nie wyobrażam sobie kócić się. Zawsze sobie myślę: a co jeśli dziś się pokłócimy a w nocy jak mój Brat ten ktoś umrze i się nie przeprosimy? I co z tego że jestem starsza, zrozumialam co źle robiłam jak Brata przeciez już nie przeproszę?
    Od czasu jak on nie zyje albo od czasu jak to zrozumialam i zaczęłam żyć bardziej swoim życiem niż kierowana przez rodziców trzymam się tej "zasady" - by iść spać z czystym sumieniem, z nikim nie pokłocona, bez złości. Bo niemoc powiedzenia "przepraszam" pogodzenia się jest straszna.

    OdpowiedzUsuń

.