Open top menu
środa, 4 czerwca 2014

Dziś taka pamiętnikowa pisanina...

Po raz kolejny powracam do sprawy pewności siebie u dziecka.... o którą tak zacięcie walczymy... co jakiś czas bitwe przegrywamy... ostatniej soboty Kapcer miał pierwszy mały występ w szkole muzycznej... nie zagrał. Po trzech dźwiękach zaciął się, zrobił się purpurowy, rozejrzał się po sali, zesztywniał a jego policzki pokryły krokodyle łzy. Serce mi pękło na tysiąc kawałków... nie chciał już zagrać tego dnia. Uparł się, że nie potrafi, nie pamięta, nie da rady.



 Pocieszanie na nic się zdało. Kiedy wróciliśmy do domu, Kacper wszedł do kuchni spojrzał na T. i zaczął zanosić się płaczem, nie mogliśmy go uspokoić, powtarzał tylko "nie zagrałem". Pojechaliśmu wybrać upominki na dzień dziecka i do maca, ochłonął a wieczorem nam zagrał pięknie jak nigdy. W niedzielę - dzień dziecka - zorganizowaliśmy dla dzieci ognisko - Kacper zagrał dla babci i dziadka. Był zadowolony, dumny a pochwał od wszytskich nie było końca. Chyba będzie dobrze na razie...

Ta sytuacja mnie osłabiła. Zastanawiałam się dlaczego musiał to przeżyć, po co mu ta szkola muzyczna, po co ten stres... Dlatego, że chce! Za każdym razem kiedy mówię mu, że nie musi tam chodzić jesli nie chce zaczyna się furia-gburia. On uwielbia tą szkołę i gitarę ale występy na scenie nie są dla niego - przynajmniej na razie... Dzisiaj był egzamin kończący pierwszą klasę... i co... i wszedł i zagrał.... Dostał 4 Był dumny i zadowolony. Pojechaliśmy na lody. Dzisiaj o niczym innym nie mówi, tylko o tym egzaminie, jak było dobrze, fajnie, jak dał radę. W szkole test pierwszoklasisty zaliczył na 100%. Kurcze jak to z nim jest...skąd takie zachowania, skąd taki brak wiary i pewności siebie?

Pisałam dla Was post o tym jak Kacper zagubił poczucie swojej wartosci (tutaj) oraz o rozwijaniu poczucia wartości u dziecka (tutaj) ale co zrobić kiedy te metody zawodzą, nie wiem... tutaj staję się bezradna... Chciałabym uniknąć sytuacji jak ta z występu...

Dzisiaj mamy dobry dzień - dzisiaj Kacper poprzez zdany egzamin i przepustkę do II klasy PSM uwierzył, że potrafi, może to przełom, kto wie...

Jeśli macie podobne doświadczenia, przeżycia to  chęcią  poczytam jak walczyliście bądź nadal z tym walczycie.

Tymczasem ja zatrzymałam się i spojrzałam na siebie z góry... zbyt mało daję z siebie dzieciom, zbyt mało... czy (nie)polka zamienia się w polkę....

A Dzień dziecka spędziliśmy w ogrodzie ;)



















Tagged

11 komentarzy :

  1. To jest walka na lata... Oprócz tego, co opisałaś w poście o budowaniu pewności siebie, dodałabym stwarzanie mu okazji do wykazania się. Organizowanie takich występów jak ten na ognisku (oczywiście nie na siłę). Oswajanie go z widownią.

    Jeżeli to wszystko nie będzie przynosić efektów, poszukałabym dobrego psychologa. Takiego z misją, lubiącego dzieci i umiejącego z nimi rozmawiać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też już o tym myśleliśmy - damy sobie jeszcze trochę czasu..

      Usuń
  2. Najważniejsze, że ma w Was wsparcie. Widać, że dajecie mu dużo miłości i może to z czasem mu pomoże, tak samo jak występy przed rodzinnym gronem.

    OdpowiedzUsuń
  3. A jak nie to tak jak napisała Strzyga, warto zastanowić sie nad miłym psychologiem dziecięcym. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak będzie potrzeba na pewno będziemy takiego szukać na razie czekamy :) Pozdrawiam

      Usuń
  4. Ciężkie to są ciężkie doświadczenia, chyba wszystkie przede mną.
    Ale można się pocieszać, że życie czasem takie jest, mimo niepowodzeń chyba najważniejsze, żeby dziecko wiedziało, że ma za sobą te kilka osób które nigdy go nie zawiodą.
    A budowanie poczucia własnej wartości u jednych dzieci przebiega bezproblemowo mają go wręcz zanadto a inne są wielkimi wrażliwcami i podejrzewam, że ta nauka będzie miała chyba wzloty i upadki przez całe długie ich życie :)
    http://kusiatka.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaczynam myśleć, że te upadki to bardziej nas bola niz nasze dzieci, ale pozyjemy zobaczymy ja mam nadzieję, że po ostatnich sukcesach zacznie się wszystko zmieniać ;)

      Usuń
  5. Myślę, że synek musi się z tym jeszcze oswoić, bo nie jest dla dziecka łatwe wyjść i zagrać podczas gdy boi się, że popełni błąd. Pamiętam, że jak byłam małą dziewczynką, rozmawiałam o stresie przed występem i koleżankami i dużo łatwiej jest skupić się na grze patrząc na instrument czy jakieś inne miejsce niż na widownie. Nauczyciele natomiast radzili, żeby nie przejmować się jeśli ktoś pomyli się w melodii, a kontynuować i grać to co pamięta.
    Życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No gdyby to dotyczyło tylko gry to by nie byłobo problemu, problem jest szerszy niestety aleee... po zdanym egzaminie jakby coś drgneło w dobrą stronę więc może jakos pójdzie ;) Dziekujemy

      Usuń
  6. Takie sytuacje chyba muszą się zdarzyć ale ważne, że ma w Was wsparcie... Pamiętam, że jak byłam w jego wieku to chodziłam na zajęcia z j. francuskiego i na przedstawieniu na koniec semestru tez się zacięłam i koniec. Nie miałam wsparcia wtedy w rodzicach- mieli do mnie pretensje, że zrobiłam im wstyd. Pamiętam to do tej pory jak się czułam- jak zero. Potem już nie miałam problemów z publicznymi wystąpieniami, także myślę, że to przejdzie. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciągle się zastanawiam, czy wszystko robię dobrze, żeby Matylda była pewna siebie, zastanawiam się, jak to będzie w przyszłości.
    Odnośnie Kacpra, kiedy czytałam, wyobrażałam sobie, że siedzi w zadymionym klubie i gra, pięknie gra, ale tylko dla wybranych, tylko dla pojedynczych osób, a nie na wielkich scenach przed ogromną widownią. Może taka Jego droga :-*

    OdpowiedzUsuń

.