Open top menu
czwartek, 15 maja 2014

Można się zastanawiać, kiedy miłość rodzicielska jest tak ogromna, że dziecko zaczyna się w tej miłości topić. Można podjąć próbę znalezienia rodziców idealnych, którzy bez żadnych błędów potrafią wychować swoje dziecko na dobrego człowieka. Można chcieć pouczać rodziców, którzy w swej dozgonnej miłości tak strasznie krzywdzą swoje dzieci. Ale po co???

Po co nam „Superniania”, po co pedagodzy, po co w ogóle ktoś ma mówić nam jak mamy wychowywać swoje dzieci. Niestety zbyt dużo treści edukacyjnych, zbyt mało kontroli nad rodzicami, którzy wykorzystują swoją przewagę nad dziećmi w sposób karygodny. Naszym problemem nie jest brak informacji na temat wychowania, ale brak kontroli nad ludźmi, którzy edukować się nie chcą lub nie potrafią. Kiedy w domu rodzice toczą boje z trudnym dzieckiem sąsiedzi kiwają ze zdumieniem głowami i komentują pokątnie brak talentu wychowawczego, ale kiedy za ścianą tyran katuje swoje maleńkie dziecko żaden z sąsiadów nic nie wie. Ludzie wścibiają nos w nie swoje sprawy wtedy, kiedy nikt tego nie potrzebuje, opieka społeczna odbiera dzieci rodzicom, którzy borykają się z ciężką sytuacją lecz kochają dzieci i dbają o nie jak mogą a w tym samym czasie dwa domy dalej dzieci cierpią w skrajnej patologii. Nie ma dobrej recepty ani na wychowywanie ani na kontrolowanie. Jeśli sami posiadamy dzieci powinniśmy szukać dobrych rozwiązań w naszych sercach o ile takowe posiadamy. Najczęstszym problem rodzin pozornie normalnych i ułożonych jest kompletny brak zrozumienia dziecięcych potrzeb. Rodzicom wydaje się, że skoro dziecko ma swój fantastyczny pokoik, komputer, ciuchy i zawsze jeździ na wycieczki szkolne powinno być najszczęśliwsze na świecie. Często słyszymy jak rodzice mówią „ja to nic nie miałem, zero warunków do nauki, a ty masz wszystko i tak się odpłacasz?”. Czy żaden z rodziców nie myśli w tym momencie jak bardzo swemu dziecku szkodzi, czy nikt z nich nie myśli, że może zamiast tych wszystkich dobroci dziecko potrzebuje miłości? Nie, nie myśli! Z kolei rodzice w domach alkoholowych nie mogą zapewnić swoim dzieciom ani miłości ani materialnego poczucia bezpieczeństwa. Tutaj dzieci słyszą o wiele gorsze rzeczy. Jednak gdyby zapytać wszystkich rodziców o miłość do swoich dzieci tutaj jednogłośnie odpowiedź brzmiałaby: „Tak oczywiście kochamy je, w końcu to nasze dziecko”. Ale czy tylko, dlatego że jest naszym dzieckiem, czy może istnieją ku temu jakieś inne przesłanki. Nie ma określonej jasno granicy między miłością czystą i bezgraniczną a miłością niszczącą nasze pociechy. Nie ma  wytyczonej granicy kiedy to tylko drobna kara a kiedy to już znęcanie. My Polacy nie potrafimy wychować swoich dzieci tak, by były porządnymi obywatelami zachowując jednocześnie postawę dobrego rodzica. Dla nas nie ma złotego środka, jakim jest jednoczesne zachowanie dyscypliny przy pełnym miłości wychowaniu. Więc albo bijemy tłumacząc to brakiem innych środków albo wychowujemy bez stresowo tłumacząc to miłością bezgraniczną. Niestety w obu tych przypadkach skazujemy nasze dzieci na niepowodzenia w dorosłym życiu. Czy  naprawdę jesteśmy aż tak prostymi, lekkomyślnymi istotami czy po prostu tak urządzony jest nasz świat? Czy zawsze musimy popadać ze skrajności w skrajność, czy możliwe jest osiągnięcie w wychowaniu złotego środka?




Tagged

6 komentarzy :

  1. Ja na razie szukam tego złotego środka i jestem w wielkim dołku tych poszukiwań.
    Mam 3 latka i 9 miesięczniaka w domu i czasem liczenie do 10 i głębokie wdechy nie pomagają. Starszy od 3 miesięcy przechodzi sam siebie a młodsza chce być non stop na rękach bo inaczej wyje !!!
    Co zrobić żeby starszy nie był zazdrosny, jak sprawić żeby się nie czuł odtrącony i nie psocił w desperackich próbach zwrócenia na siebie uwagi. Jak poradzić sobie z dwójką kiedy ja jestem tylko jedna a każde z nich chce mnie mieć na wyłączność !!! :) Oj trudne to są tematy trudne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj wiem coś o tym. Kacper ma co prawda lada moment 7 lat ale jest już uczniem i a to lekcji nie chce się zrobić a to coś innego za to młodsza ma prawie 2 latka i wciąż "mama, mama" - kręgosłup pada. A jak są we dwoje to skaranie boskie :)

      Usuń
  2. Przyklaskuję tylko, bo w sumie trzy razy zabierałam się za napisanie komentarza... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny tekst, podpisuje się nogami i rękoma;)
    Kochana, jeśli mogę, chciałabym Ci podać jedną mała sugestie, żebyś dzieliła tekst na akapity. Wygodniej i łatwiej będzie go czytać, teraz wzrok się trochę męczy i gubi. A jest co czytać;)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ważne żeby się przynajmniej starać znaleźć ten złoty środek.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zawsze bawi mnie hejt na wychowanie bezstresowe, które wg statystycznego Polaka polega na pozwalaniu dziecku na wszystko. Co oczywiście z wychowaniem bezstresowym nie ma nic wspólnego. Najpierw trza się douczyć i samemu spróbować, a potem hejterzyć. Z perspektywy 1,5 roku chowu bezstresowego powiem Ci, że może moje dziecko nie jest grzeczne jak na polskie standardy(czyli nie siedzi zastraszone cicho pod stołem), ale w niczym nie różni się od rówieśników. W zasadzie tak jak każde dziecko w jej wieku z grubsza robi co chce. A jak nie może, to ryczy. Różnica polega na tym, że mnie to kompletnie nie stresuje i mam w nosie opinię okolicznych gapiów. A już na pewno mam w nosie, co sądzą na mój temat ;)

    OdpowiedzUsuń

.