Open top menu
czwartek, 29 maja 2014

Bycie mamą... tak bardzo kochamy nimi być... tak bardzo wychwalamy stan błogosławiony, okres niemowlęctwa... nigdy nie jesteśmy zmęczone, złe, smutne... zawsze zwarte i gotowe, zawsze zadbane, zawsze zorganizowane...

Czy oby na pewno macierzyństwo jest tak cholernie różowe i słodkie, że cała ta słodycz mogłaby zemdlić pół świata? Czy nigdy nie mamy dość? Czy zawsze jesteśmy takie wspaniałe?



Błogosławiony stan o tak cudowny - kiedy byłam w ciąży z synem czułam się cudownie -  w końcu miałam biust i kawał dupy i wcale nie potrzebowałam do tego dr Szczyta... tak czyłam się wyjątkowo... poza chroniczną zgagą, bólem krzyża, głowy i mdłościami było cacy... Druga ciąża kiedy to nie bylam już sama dla siebie była również cudowna a jakże... Chciałam byc mamą idealną, żoną idealną, kucharą w kuchni i k..ochanką w sypialni...

Kiedy nie udało mi się zrealizować planu dnia nie spałam pół nocy myśląc "jak to możliwe, przecież jestem taka idealna, taka wspaniała... o nie jutro nadrobię". Mijał czas a ja czułam się coraz bardziej zmęczona... każde niepowodzenie, każde małżeńskie nieporozumienie, płaczące dziecko wzbudzało we mnie tak ogromne poczucie winy... Jestem matką polką - muszę dać radę - jak nie daję to jestem do dupy... Syna karmiłam piersią 2 miesiące - kolejne 2 ryczałam wmawiając sobie jaką jestem beznadziejną matką bo nie potrafię nawet utrzymać laktacji, córkę 9 miesięcy i też było mi mało, przecież inne karmią dłużej... Moja praca i pasja wpędzała mnie w poczucie winy, że zbyt mało czasu poświęcam dzieciom...

Potem coś pękło, runął mur matki polki a spod gruzu wygrzebałam się ja NIEpolka... zrozumiałam, że można kochać swoje dzieci i byc wspaniałą matką nawet jeśli czasem nie zrobię obiadu, jesli pranie będzie zalegać w koszach, jeśli raz zamiast przeczytać książeczkę wymknę się z koleżanką na piwo... że mogę być dobrą żoną nie prasując koszul, że mogę być dobrą kochanką nie znając całej kamasutry, że mogę się wkurzyć walnąć szklanką i krzyknąć, że mogę płakać i smiać się jak tylko mam ochotę... że mogę i muszę robić to co kocham, pielęgnować pasje i przyjaźnie...

Nadal mam takie chwile kiedy jadę gdzieś bez dzieci - widzę jakieś dziecięce atrakcje i myślę sobie "ojej mogliśmy je zabrać, na pewno by się im spodobało" ale po chwili przypiominam sobie poprzedni cholernie ciężki dzień - przecież mogę mieć chwilę dla siebie - przecież nie oddaję ich do domu dziecka, nie zostawiam z obcymi... Na razie poza pracą jeszcze bardzo mało jest takich chwil kiedy jesteśmy gdzieś bez dzieci ale przynajmniej nie mam już wyrzutów sumienia...

Wyzbywam się poczucia winy i nie dam sobie wmówić, że jestem zła bo czasem myślę tylko o sobie...dystans...

Na potwierdzenie tego żart sytuacyjny-

Idziemy z T. jedną z Toruńskich uliczek, mijamy okno życia:
T: O patrz okno życia, myślisz, że Kacper by się zmieścił
Ja: Myślę, że nawet razem z Millą

:D

I nawet taki głupi żart nie zmieni tego, że dla moich dzieci jestem najspanialszą matką (nie)polką :)


Małe kochane wariaty- furiaty :)




Tagged

4 komentarze :

  1. I właśnie chodzi o takie zdrowe podejście do macierzyństwa :) Popieram :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się takie mieć choc przyznaję czasem się nie udaje ;)

      Usuń
  2. W końcu coraz więcej osób mówi głośno o problemie, który dotychczas tylko frustrował matki i ojców. Drobne czy poważniejsze "uchybienia" w opiece czy wychowaniu, które rozdmuchiwane bywają przez rodziny, sąsiadów, media do rozmiarów tragedii, nie sprawiają, że ktoś staje się najgorszą matką na ziemi (albo ojcem).

    OdpowiedzUsuń
  3. Suuuuper!!! Wreszcie ktoś na forum mówi o tym, że macierzyństwo nie jest tylko różowe i słodziutkie jak wata cukrowa! Ma też swoje ciemniejsze strony. A dla dzieci idealna mama to mama szczęśliwa. A nie wyprasowane na czas pranie, czy spóźniony obiad albo zrobienie czegoś tylko i wyłącznie dla siebie - to dzieciom nie przeszkadza :) pozdrawiam!!! Masz super zadowolone dzieciaki :)

    OdpowiedzUsuń

.