Open top menu
sobota, 1 marca 2014

Co jakiś czas przychodzi taki moment... dzieje się coś co skłania mnie do napisania nowego postu... tak stało się i teraz... tak powstał post o poczuciu wartości i pewności siebie... a właściwie jego braku...

Kiedy byłam małą dziewczynką wszędzie było mnie pełno, nie bałam się ludzi ani własnego zdania... pewna siebie, otwarta, szczera... życie i ludzie, których spotkałam pokazały mi, że tak nie można, że jeśli nie spełnia się pewnych reguł to trzeba stanąć w kącie i milczeć... podstawówka to dla mnie czas do którego nie chciałabym się cofnąć... gazetki, apele, trójka klasowa to były miejsca dla "wzorowych uczennic" liżących dupy nauczycielom, zawsze odpowiadających wyważonym tonem i mających w dzienniczku najwyższe noty... nigdy nie miałam możliwości pokazania swoich umiejętności a nauczyciele mieli w nosie wszystkich, którzy mieli swoje zdanie. Dopiero w szkole średniej miałam możliwość realizowania swoich celów, które
przyczyniły się do tego jakim teraz jestem człowiekiem. Samorząd, apele, eventy, wolontariat, teatr, malarstwo, sport... Oczywiście nadal zdarzali się ludzie, którzy pragnęli zdusić w zarodku moją indywidualność, charyzmę i pokazać mi, że jestem nikim. Rodzice... bywało różnie... dzisiaj wiem, że to iż czasem cholernie dołowali mnie było spowodowane ogromnymi oczekiwaniami w stosunku do mnie, swoimi ambicjami. Obiecałam sobie, że ja takich błędów nie popełnię.

Urodził się Kacper i poświęciłam mu całkowicie pierwsze dwa lata życia by przygotować go do "dorosłego życia" przedszkolaka... ucznia... chwaliłam, powtarzałam jak bardzo go kocham bez względu na wszystko, motywowałam... Przyszedł czas przedszkola - półroczna trauma związana z rozstaniem... a potem radość jaki to mądry chłopiec, jak pięknie mówi, recytuje, jak wiele umie... jak to cudownie potrafi jako 4-latek wymienić wszystkie kontynenty, jak pasjonuje się kosmosem... decyzja o porzuceniu przedszkola na rzecz zerówki...znowu trauma... płacz... po 3 miesiącach przystosował się.... przyszła kolej na pierwszą klasę...powtórka z rozrywki... 2 ciężkie miesiące.... teraz wiem, że zmiany tak na niego działają, że potrzebuje dużo czasu a to by wejść w grupę, zaklimatyzować się, przystosować i otworzyć... mimo wielu umiejętności, łatwości w nauce cały czas ciągnie się za nami jego mały brak wiary we własne możliwości. I wciąż głowię się gdzie popełniliśmy błąd... dlaczego jest tak mało pewny siebie... Na zebraniu semestralnym dowiedziałam się, że Kacper nie ma żadnych problemów z nauką, ma dużą wiedzę pozaszkolną - jedyny problem to jego brak pewności siebie, który powoduje strach przed wypowiedzią ustną... przed reakcją grupy... strach przed tym, że zrobi coś źle... Nie jestem mamą idealna i zdarza mi się wkurzyć... jestem również wymagająca i sama z tym walczę by nie przelewać własnych ambicji na swoje dziecko ale cały czas staram się wzmacniać jego mocne strony, tłumaczyć mu, że nie ma czego się bać, ze trzeba mówić, ze trzeba robić - czasem nawet wbrew wszystkim.

Kacper bardzo chciał grać na gitarze, dostał się do Państwowej Szkoły Muzycznej pomyślnie przechodząc rekrutację. Liczyłam na to, że to mu pomoże... jednak na razie nie ma efektów... Kacper boi się, że popełni błąd mimo iż jego nauczyciel to bardzo serdeczny i wyrozumiały pedagog, który dostosował tok nauczania gry do jego wieku. Każdego dnia pytam czy tego chce, czy chce tam chodzić, czy chce uczyć się grać, mówię mu, że nie musi - ale on chce i ani myśli o rezygnacji. Jednymi z zajęć w szkole muzycznej są zajęcia rytmiczne... Kacper podczas pierwszego semestru kilka razy dostał "tróję" ponieważ Pani powiedziała, że był niegrzeczny. W grupie Kacpra jest jeden chłopiec i kilka dziewczynek, w tym dwie bliźniaczki, które jak zdążyłam zauważyć terroryzują swoich rodziców. Dzieci jak to dzieci w miejscu nie usiedzą ale u dziewczynek rzuciło mi się w oczy, że są nie tylko nadpobudliwe ale bezczelne, pyskate i niewychowane. Kacper często mówił, że Pani woli dziewczynki, że wybiera je do zadań a kiedy one ich zaczepiają to ona nic nie mówi tylko chłopcom zwraca uwagę. W grudniu odbył się koncert - chłopcy nie wzięli udziału w żadnym pokazie gdyż jak to Pani stwierdziła są nadpobudliwi. Dziewczynki miały po dwa wyjścia. Bez komentarza....... W tym tygodniu były zajęcia otwarte...ku mojemu zdziwieniu Kacper był bardzo aktywny i chętny. Był grzeczny - choć oczywiście zdaję sobie sprawę, że mogło to wynikać z tego, że tam byłam - dziewczynki natomiast mimo, iż rodzice byli obecni były straszne. Mimo tego ani razu nie zwrócono im uwagi - nie zrobili tego ani rodzice ani nauczycielka. Kiedy w pewnym momencie Kacper i kolega zwrócili się do siebie zderzając się rękoma - Pani od razu zareagował strofując ich...  To potwierdza moje podejrzenia co do jakiejś ukrytej urazy Pani prowadzącej w stosunku do chłopców.... Kacper jest zawiedziony, ponieważ uważa, że jest zbyt niegrzeczny by wziąć udział w koncercie... nie jest zmotywowany ponieważ jego starania nie zostały docenione... to strasznie odbija się na jego i tak już niskim poczuciu wartości...

O co chodzi w całej tej historii? O to, że zaczęłam bardzo się bać o jego przyszłość... coraz częściej słyszę od niego...nie chcę, nie umiem, nie potrafię.... Boję się, że przez to sobie nie poradzi... mój strach zaczyna być moją paranoją... dodatkowo od jakiegoś czasu Kacper ma koszmary... jest niechętny do robienia rzeczy, które kiedyś lubił.... Ostatni raz byłam tak bezradna kiedy chorował i przechodził ciężką rehabilitację. Wychowawczyni twierdzi, że Kacper jest jednocześnie bardzo inteligenty i emocjonalny a to się w nim strasznie kłóci...

Dużo czytam, o tym jak wzmacniać, jak budować poczucie wartości... co z tego jeśli cały czas na drodze stają ludzie, którzy niweczą włożoną w to pracę....

Tak przyznaję.... boję się i nie umiem sobie z tym poradzić...


Tagged

6 komentarzy :

  1. Wydaje mi się, że (nie)wiara w siebie może także wynikać z charakteru, a my możemy pomagać i wspierać w uwierzeniu w swoje możliwości dzieciom. To jest moja teoria oczywiście bo synek ma dopiero niespełna dwa latka. Ale jestem nauczycielem w szkole muzycznej, prowadzę zajęcia indywidualne z oboju, uczniów mam przeróżnych ale obserwując ich widać jak z czasem pewność siebie wzrasta nawet u tych dzieci najbardziej nieśmiałych nie wierzących w to, że potrafią. Przez to co na lekcjach robimy i nawet pomimo niepowodzeń podczas egzaminów czy koncertów rozmowy wiele im dają i z każdym rokiem jest coraz lepiej. Myślę, że w przypadku pani od Rytmiki to... chyba najlepiej byłoby z nią szczerze porozmawiać, może to coś pomoże? Ściskam. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy z tą Panią da się porozmawiać? Może z nią coś ustalić, a jeśli ona nie zechce współpracować, to jej przełożony?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzgodniliśmy, że jeśli w kolejnym koncercie chłopcy nie wezmą udziału a powodem tego będzie ich "nadpobudliwość" to idziemy z tą sprawą do dyrektora. Pani wydaje się być zaślepiona i wyraźnie ma jakiś wrodzony uraz do płci męskiej.

      Usuń
    2. Czy sytuacja się poprawiła? Pani nadal nie lubi 'nadpobudliwości' u chłopców? ;)

      Usuń
    3. Niestety właśnie się dowiedzieliśmy, że Kacper po raz kolejny nie weźmie udziału - prawdopodobnie to zgłosimy. Na razie czekamy do czerwca do egzaminów. Na szczęście okazuję się, że te zajęcia możemy zamienić na nieco inne więc jesli Kacper zda egzamin z instrumentu i przejdzie do II klasy to zmieni grupę z zajęć pozostałych i tym samym nauczyciela... Kacper niestety był zalamany i ciężko mu to zrozumieć...

      Usuń
  3. Wydaje mi się, że warto byłoby zwórcić nauczycielce uwagę, że nie postępuje tak jak powinna.
    A w synku po prostu rozwijaj poczucie własnej wartości. Rodzic który upewnia w tym, że dziecko da radę to najlepszy bagaż na przyszłość.
    Dacie radę. Powodzenia :)

    OdpowiedzUsuń

.