Open top menu
czwartek, 9 stycznia 2014

Każdego dnia dojrzewam i chciałabym pewne rzeczy zmieniać. Kiedy zakładałam rodzinę byłam spontaniczną wariatką i odzwierciedlało się to we wnętrzach mojego mieszkania. Soczyste kolory, zdecydowane i odważne połączenia - marzyłam o tym. Kiedy dostaliśmy 100 m2, w których to swego czasu prowadzona była działalność gastronomiczna byliśmy w niebo wzięci, że możemy zrobić wszystko po swojemu. Remont weryfikował nasze plany - tutaj nie można bo rura, tutaj coś tu za wysoko, tu za nisko ale przede wszystkim brak kasy - bo gdyby nie to to wszystkie inne problemy byłby do załatwienia. Mimo wszystko cieszyliśmy się jak dzieci - taki metraż na samym starcie, nasze własne bez rodziców, nie w bloku, nie w mieście i ogród. Remont się przeciągał ponieważ wszystko robiliśmy sami tzn z pomocą tatusiów. Kiedy na świat przyszedł Kacper wszystko było gotowe. W zasadzie bardziej od tego jak będzie wyglądać mieszkanie interesowało nas to że będziemy razem już zawsze - że będziemy zasypiać się i budzić obok siebie ... teraz patrzę na fotografie z ogromnym bólem...



Moje podejście zupełnie się zmieniło -  po czasie stwierdziłam, że to nie jest moje, że duszę się w tych kolorach, że to wszystko jest tak obce, tak kiczowate że oszaleje no i kiedy w końcu oczekiwałam na świat przyjścia Milli instynkt wicia gniazda wygrał i rozpoczął się remont - jako że po raz kolejny środki były cholernie ograniczone postanowiłam w dużej mierze zrobić wszystko sama. I tak będąc w ciąży malowałam ściany, szlifowałam meble, regały, robiłam deqoupage, kładłam tapetę - i prawie, prawie udało mi się uzyskać to czego chciałam - niestety ta intensywna praca odbiła się na moim stanie zdrowia i od 22 tyg ciąży musiałam brać leki na podtrzymanie i duuużo odpoczywać co w przypadku mojego ADHD okazało się mordęgą. Co sprawia że dokonujemy zmian swojego otoczenia - może to zmiany jakie zachodzą w nas, może wpływ zmieniających się trendów (choć na to staram się nie zwracać uwagi, ale może gdzieś poza świadomością..). Może chcąc zmian w życiu bezpieczniej jest zmienić wnętrze... Nie mam pojęcia - ale jedno jest pewne, że w naszych domach chcemy czuć się dobrze, mają być naszą ucieczką od zła tego świata, nasza kryjówką przed obcymi, naszą opoką.

W naszym przypadku nasz dom to raczej nie dom otwarty - nie chodzi o to że jesteśmy samotnikami ale po prostu lubimy mieć dom i czas tylko dla siebie :) Oczywiście miewamy gości ale chyba rzadziej niż inni - sami też się raczej gościmy od święta - kochamy chwile we czworo a przez pracę i codzienne obowiązki jest tych chwil na prawdę mało - dlatego nie lubię się nimi dzielić.

W kwestii wystroju wnętrz T. (pierwsza litera imienia ślubnego jako, że skrót 'PanTata' jest już w blogosferze nagminnie wykorzystywany :)) ma zupełnie odmienne zdanie i tutaj między nami zawsze iskrzy - oj ciężko nam uzyskać kompromis na tej płaszczyźnie - mam wrażenie, że gdybym pozwoliła mu decydować nagle obudziłabym się w leśniczówce z głowami martwych zwierząt na ścianach. Jedno jest pewne mówi się, że wcale nie potrzebna kasa - i tak i nie - rzeczywiście można dużo rzeczy zrobić samemu, jest dużo pomysłów na zamienniki drogich towarów. Jednak są rzeczy których bez kasy nie przeskoczysz. Toteż cierpliwie czekam na dzień kiedy wygram w totka albo zrobię złoty interes i wtedy ziszczą się moje najskrytsze marzenia.

Dzisiaj prawie 2 lata po tych zmianach mój gust nie zmienił się ale trochę bym pozmieniała - przede wszystkim pokój mojej córki i chyba od tego zacznę - powoli - może się uda :)

Początek drogi:







Potem była eksplozja barw :(  patrzę i sama oczom nie wierzę - płakać mi się chce i śmiać jednocześnie :)



Moja dojrzałość życiowa zupełnie zmieniła moje podejście do wnętrz. Teraz nie wyobrażam sobie tak soczystych połączeń. Stonowane barwy, oryginalne dodatki - uwielbiam bibeloty, jestem tak cholernie sentymentalna, i uwielbiam zdjęcia - dużo zdjęć wszędzie. Staram się jednak w tym wszystkim zachować zdrowy rozsądek by nie zaburzyć poczucia przestrzeni.  Tak więc po kolejnej zmianie było już całkiem inaczej:

Sosnowa sypialnia się troszkę pobieliła :)


Chciałam żeby było romantycznie - teraz doszło tam kilka elementów jak lampki czy zdjęcia na ścianach.


Pokój Milli urządziliśmy w tym niebiesko-czerwonym potworze i postawiliśmy na te kolory gdyż praktycznie w ogóle nie ma tam słońca - teraz nie znoszę tej aranżacji choć mam do niej sentyment gdyż meble malowałam i zdobiła sama. Chciałabym odmienić ten pokój i zrobię to...


Hall dzielący dwie części mieszkania był ciemny i wydawał się klitkowaty - przerobiłam więc stare salonowe meble i tak powstał nasz kawałek Francji :) Tego na pewno nie chcę zmieniać


Salon z ciężkiego wywołującego konwulsje koloru zmieniła się diametralnie ale nadal nie uzyskał ostatecznego kształtu - Jest w nim część telewizyjna, biurowa i biblioteczna i na razie pewnie tak pozostanie ale zamierzam w przyszłości sporo zmienić.



Pokój Kacpra na początku był zielony i taki hmmm puchatkowy :( potem był niebieski i taki zimnyyyyy
A teraz jest w 100% Kacprowy i jest to wnętrze z którego jestem najbardziej zadowolona. Mapy, globusy, książki, gry i klocki - i mimo iż wielu uważa to za kicz są "Angry Birds" - nie potrafię mu odmówić :)



Nie ważna moda, nie ważne trendy , ważne abyśmy w swoich 4 kątach czuli się swobodnie i byli szczęśliwi. A zmiany... ja lubię zmiany..wolę zmieniać to co dookoła....
Tagged

1 komentarz :

  1. no no jakie zmiany super , ja zapraszam do klubu nominowalam cie do Libster Blog Award

    OdpowiedzUsuń

.