Open top menu
wtorek, 5 listopada 2013

Edukacja... Jako mama 6-letniego pierwszoklasisty mam dość mieszane uczucia w temacie szkolnictwa.

Kiedy Kacper pojawił się na świecie nie wyobrażałam sobie, że może kiedyś mnie opuścić... uważałam, że maka powinna być z dzieckiem co najmniej do 3 roku życia. Życie zweryfikowało moje myślenie - w wieku 2 lat i 5 miesięcy Kacper rozpoczął swój pierwszy etap edukacji - przedszkole.  Płakał każdego dnia przez pół roku, a ja razem z nim. Po czasie przekonałam się jednak, że zostawiam go w dobrych rękach - małe grupy, smaczne posiłki, duża ilość zajęć rozwijających, dwie nauczycielki (polski+ang) i tak mogłabym wymieniać bez końca.





Kiedy Kacper skończył lat 5 - postanowiłam przenieść go do zerówki przy szkole tak by zaprzyjaźnił się z państwową edukacją, dużymi grupami i tym, że nie zawsze będzie w centrum zainteresowania. Po konsultacji z pedagogami i psychologiem - Kacper miał być doskonale do tego przygotowany. Zajęcia w przedszkolu nudziły go. Umiał liczyć, pisać proste wyrazy, znał kontynenty, państwa Europy, planety układu słonecznego, budował zdania złożone i pięknie mówił.

 Pierwsze 3-4 miesiące w zerówce każdego ranka płakał. Ciężko było mu się przystosować do nowego otoczenia, nowych kolegów, nowej Pani - najczęstsze zażalenie Kacpra dotyczyło braku pochwał. Niejednokrotnie mówił, że nie warto czegoś robić bo Pani nie zwraca i tak na to uwagi. Jestem mamą nie ingerującą i ufającą na pół. Nie lecę z każdą pierdołą do nauczyciela, nie mówię dziecku, że Pani jest głupia - ale staram się również nie wzbudzać w dziecku poczucia winy i posądzać go o każde zło. Wracając do edukacji - Kacper po pierwszym semestrze zamiast wiedzieć więcej zaczął się cofać. Nie potrafił już podstawowych rzeczy powiedzieć po angielsku, zapomniał o dodawaniu i odejmowaniu, nie wspominając już o innych rzeczach. Z materiałem bieżącym radził sobie jak większość jednak wszystko czego nauczył się wcześniej gdzieś przepadło. Na koniec jedynym zastrzeżeniem był problem z głoskowaniem, nie było zastrzeżeń żeby Kacper nie szedł do szkoły jako 6-latek. I tak we wrześniu został uczniem.

Byłam zła na "zerówkę", że wszystko zaprzepaściła - myślałam, że szkoła będzie inna. Kacper jest dzieckiem, które na przystosowanie potrzebuje więcej czasu niż większość. Wydawało mi się, że tutaj doskonale się wpasował - momentami mam wątpliwości...

Nauczyciele oczekują, że już po kilku dniach dzieci staną się dojrzałe, mądre i same będą sobie radzić w każdej sytuacji. Nadal nie jestem mamą latającą do nauczyciela, nadal uważam, że moje dziecko nie musi nauczyciela lubić - ma się tylko skupić i uczyć. Są jednak rzeczy ważniejsze od ocen czy postępów w nauce - psychika dziecka!!! Nauczyciele nie dbają o to jaki wpływ na dziecko mogą mieć poszczególne zdarzenia, jak to może zaważyć na ich przyszłości. Zdolne dzieci mające jakiekolwiek trudności nie mogą liczyć na zrozumienie - nie wzmacnia się ich mocnych stron a obnaża te słabe...

Sytuacja nr 1

Kacper wraca do domu i raczej mało opowiada o szkole - trzeba z niego wyciągać. W jednym z pierwszych dni zauważyłam, że coś jest nie tak - wierciłam więc dziurę w brzuchu. Kacper rozpłakał się i opowiedział o zajściu. Poprosił panią czy może iść do toalety - na co nauczycielka powiedziała, że nie ma wychodzenia na lekcji. Kacper siedział  do końca w ogromnym stresie, przebierając nogami ze łzami w oczach - myśląc tylko o tym, żeby się nie posikać. W domu tak strasznie się popłakał opowiadając ponieważ bał się, że nie wytrzyma i posika się w klasie, bał się wstydu...
Czy szanowna Pani nauczycielka pomyślała, że mogło się tak to skończyć a rówieśnicy po prostu nie dali by mu żyć....

Sytuacja nr 2

Kacper po powrocie do domu zbuntował się oznajmiając, że nie będzie więcej czytać. Było to dziwne ponieważ to był na prawdę straszny bunt. Był tak zdenerwowany, że mimo iż nigdy nie odpuszczam tym razem dałam mu spokój. Po kilku dniach dowiedziałam się od osób trzecich zajściu w klasie i powiązałam jego zachowanie z buntem. Otóż nauczycielka podawała dzieciom wyrazy a dzieci miały je głoskować. Kacper się denerwował i nie potrafił, miączał, dukał, wykręcając przy tym palce i koszulkę a co nie umiał to nie umiał. Pani nie chciała mu odpuścić powtarzając raz za razem "jeszcze raz, od początku", w końcu kiedy trwało to już długo dzieci zaczęły się śmiać a Kacper rozpłakał się przy całej klasie. Byłam przerażona - nie dlatego, że jestem przewrażliwiona matką - dlatego, że Kacper jest nieśmiały, wrażliwy i niepewny siebie szybko się denerwuje i wiele nas kosztuje walka o jego samoocenę. Na nic jak widać zdawały się pochwały, nagrody. Pytam jak można doprowadzić dziecko do płaczu, jak można doprowadzić do takiej sytuacji?

Być może część z Was myśli sobie, że wychowaliśmy mięczaka... mam to w nosie... Kacper jest twardy, potrafi dążyć do celu ale jest w nim coś czego większość głupich rodziców pozbawia swoich dzieci - jest wrażliwy, wie co jest dobre a co złe, że nie wolno śmiać się z kolegów, że trzeba nieść pomoc potrzebującym, potrafi oddać kiedy ktoś go zaatakuje (choć wolałabym by nigdy nie stosował żadnej przemocy), jest strasznie żywy i ruchliwy, niegrzeczny też :)  Niestety "coś" spowodowało, że jego samoocena jest marna więc tym bardziej takie sytuacje nie powinny mieć miejsca.



To tylko nasze osobiste przykłady ale podobnych sytuacji jest tysiące - dla nauczyciela najważniejszy jest program. A to świadczy tylko o tym, że nie ma mniej lub bardziej odpowiedniego wieku na pójście do pierwszej klasy. Nie sądzę żeby za rok było inaczej. Mamy tyle wartości - bycie na podium nie jest naszym priorytetem  choć fajnie jest odnosić sukcesy. Wzmacniamy dobre, szlifujemy talenty, eliminujemy złe. Na razie dużo rozmawiamy, tłumaczymy że świat jest taki i koniec - my tego nie zmienimy - musimy się przystosować. Choć mówię to bez przekonania - bo sama chciałabym walczyć z wiatrakami. Niestety wygrane są dzieci uczone cwaniactwa, kłamstwa,  biegu za kasą i uznaniem po trupach.... a szkoda bo to oznacza, że do końca coraz bliżej... Ja i moja rodzina nie chcemy się do tego końca przyczyniać - może chociaż komuś uda się zaszczepić odrobinę dobra :)




Tagged

4 komentarze :

  1. A gdzie poprzedni post ? Nie zdążyłam przeczytać do końca :( A początek tak mi się podobał :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postanowiłam go opublikować przy innej okazji :)

      Usuń
  2. Myślę, że te sytuacje które opisałaś wymagają natychmiastowej reakcji. Ja już bym była w szkole i rozmawiała z wychowawczynią, jeśli to będzie się powtarzać to koniecznie rozmowa z pedagog szkolnym i dyrekcją.
    Moja córka też poszła do pierwszej klasy jako 6-latka. Obecnie jest w drugiej kl. ale ma wspaniałą wychowawczynią i takich sytuacji jak opisałaś sobie nie wyobrażam. Martusia jest również nieśmiała ale Pani stara się takim dzieciom pomagać. Na pewno na płacz dziecka by zareagowała. Do toalety mogą wychodzić na lekcji (poza małymi wyjątkami, gdy któreś z dzieci tą możliwość nadużywa).
    Uważam, że powinnaś reagować, bo szkoda dziecka. Trzymam kciuki za Kacpra :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czas na interwencję, trzeba mieć rękę na pulsie, w przedszkolu, do którego chodzi moja córka, zawiązał się "komitet", który reaguje za każdym razem, gdy dzieci przynoszą z przedszkola tego typu historie. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń

.