Open top menu
poniedziałek, 14 października 2013

Kolejny post miał być inny jednak nic nie jest ważniejsze od bezpieczeństwa naszych dzieci...

Co mnie popchnęło do napisania tego postu - zdarzenie sprzed kilku dni, w którym udział wziął mój syn Kacper...

Otóż od najmłodszych lat prowadziłam z Kacprem pogadanki o tym, jak niebezpieczni mogą być obcy ludzie i dlaczego pod żadnym pozorem nie wolno ich słuchać a tym bardziej z nimi iść. Jako, że od września mój 6-latek zaczął uczęszczać do szkoły podstawowej odbyliśmy po raz enty kilka rozmów uświadamiających.




Zawsze kiedy słyszałam gdzieś o zagrożeniach czułam delikatny niepokój jednak twierdziłam, że znam swoje dziecko i nigdy, przenigdy z nikim kogo nie zna by nie poszło.

Jakiś czas temu jedna ze stacji tv wyemitowała materiał, w którym to pokazano jak bardzo ufne są dzieci. Jeden z reporterów podchodził do dzieci bawiących się, wracających ze szkoły mówiąc im, że zgubił mu sie piesek i prosi o pomoc w jego odszukaniu. Większość dzieci zarówno tych młodszych jak i starszych bez zastanowienia szła z obcym panem w gęsty park w poszukiwaniu pieska. Jedna z dziewczynek uciekła z płaczem dzwoniąc do mamy, jeden chłopiec powiedział że pomoże szukać jak spyta mamy. Rodzice byli bardzo zdziwieni, ponieważ uznali, że rozmowy prowadzone z dziećmi wystarczają. Podobnie jak ja byli przekonani, że ich dziecko nigdy z nikim obcym nie pójdzie.
Materiał ten wywołał we mnie strach i wątpliwości - rozmowy przybrały trochę inny charakter i prowadziłam je z większą częstotliwością... ponadto tłumaczyłam sobie, że Kacper nie jest dzieckiem bardzo otwartym i zazwyczaj potrzebuje czasu aby się zaprzyjaźnić, porozmawiać więc dlaczego miałby zaufać zupełnie obcej osobie...

No a teraz sytuacja, która popchnęła mnie do napisania postu i wywołała tyle emocji...

W zeszłym tygodniu Kacper po powrocie ze szkoły i odrobieniu lekcji jak zwykle poszedł bawić się na dwór. Wziął ze sobą naszą Fionkę (sunia). Mieszkamy za miastem na uboczu i dookoła rozpościerają się pola, jedyny dom jaki jest w sąsiedztwie jest oddalony jakież 30 metrów. Kacper wychodząc na dwór często biega z psem do naszego sadu, który z tyłu domu. Tak było i tym razem. Co jakiś czas wyglądam przez okna: jest , jest, jest, jest - nie ma... zdziwiłam się, że nie widzę go przez żadne z okien. Pierwsza myśl była taka, że jest na polu między domem naszym a sąsiadów ponieważ znajduje się tam pełno cegieł i rupieci. Zaczęłam go wołać ale nie odpowiadał - to wszystko trwało bardzo krótko jednak byłam zdziwiona bo pierwszy raz gdzieś mi zniknął.  nagle pojawił się znikąd - zapytany gdzie byłeś odpowiedział  - "jak to gdzie, u sąsiadki". Nawet sobie nie wyobrażacie jak wielkie było moje niedowierzanie - a to z jednej prostej przyczyny. Mimo iż mieszkamy tu od kilkunastu lat, z sąsiadką jesteśmy na "Dzień dobry". Nie znamy się w ogóle. Kiedyś mieszkał tam jej mąż, teraz ona - są raczej zamknięci i odcięci. Kacper widział ją wcześniej z daleka może kilka razy. Zaczęłam drążyć i wypytywać. Początkowo myślałam, że po prostu poszedł koło ich domu bo ciekawiły go te rupiecie i gruz i dlatego mówi, że był u sąsiadki. Niestety po chwili powiedział mi, że był u niej w domu. Starałam się zachować spokój i wypytać jak to się stało, ,że się tam znalazł. Wg. zeznań mojego dziecka było tak - Kacper rzeczywiście był ciekaw co takiego znajduje się w pobliżu domu sąsiadów więc wziął psa i poszedł na zwiad. Sąsiadka widocznie usłyszała, że ktoś się kręci i wyszła na balkon po czym zaprosiła mojego syna do środka. Kacper nie myśląc zbyt wiele poszedł z zupełnie obca babą do jej domu. Powiedział: "Fiona tak mi się szarpała, nie chciała tam iść"  - pies mądrzejszy, pomyślałam. Drążyłam dalej. Nic nie jadł, nic nie pił. Pani zapytała jak ma na imię, jak ma na imię jego siostra i gdzie pracuje mamusia!!!! Wszystko musiało trwać kilka minut biorąc pod uwagę kiedy mi zniknął. Twierdzi, że pewnie zostałby dłużej ale Fiona się szarpała.

Strach mieszał się ze złością. Gdyby nie fakt, że Milla tego dnia miała gorączkę i cały czas płakała wisząc na mnie pewnie od razu poleciałabym zezwać ową sąsiadkę.

Zapytałam Kacpra dlaczego to zrobił, DLACZEGO POSZEDŁ DO OBCEJ KOBIETY - "Mamo ale to nie obca, to sąsiadka" usłyszałam. Wychodzi na to, że w swoich wywodach i pogadankach powinnam jaśniej określać znaczenia pewnych słów. Bo przecież może być tak, że Pan przynoszący listy to nie obcy tylko listonosz itd itd.

Ta sytuacja sprawiła, że przeprowadziłam z Kacprem najpoważniejszą i najbardziej drastyczną rozmowę dotyczącą jego bezpieczeństwa. Uświadomiłam mu bez owijania w bawełnę co mogła mu zrobić ta kobieta i co może zrobić  mu ktoś kogo nie zna.

Mój mąż stwierdził, że nie powinnam iść do sąsiadki więc odpuściłam - ale myślę, że jak ją kiedyś przypadkowo spotkam to ją upomnę. Po pierwsze, że zaprasza nieznajome dzieci do swojego domu a po drugie, że jest ciekawską babą.

Boję się bardzo - bo jeśli mój Kacper niezbyt ufny i otwarty na nowych ludzi polazł do tej baby to co będzie  z moją córką, która wskakuje obcym na kolana :/ Nie jestem przewrażliwioną matką co już pewnie po tych 3 postach zobaczyliście ale teraz jest inaczej i aby chronić dzieci przed OBCYMI będę walczyć jak lwica.

Moi drodzy a Wy jak dbacie o bezpieczeństwo, jakie rozmowy przeprowadzacie i czy jesteście pewni, że Wasze dzieci nie zaufają nikomu obcemu, co robicie by unikać takich sytuacji ale nie popaść w paranoje i odciąć dziecko od świata???









Tagged

3 komentarze :

  1. u Nas na rozmowy jeszcze za wcześnie, ale wiem, że to będzie bardzo ważna część Naszego życia!
    Bezpieczeństwo - przede wszystkim !
    Z resztą... Mimo tego, że mieszkam na wsi, tuż obok bardzo małego miasteczka, Moi rodzicie wozili Mnie i Moją siostrę do szkoły i ze szkoły przez długie lata...
    Sama szłam może z liceum do domu dopiero !!!
    Jestem im dziś za to wdzięczna... Wiele się słyszy, wiele też było przykrych wypadków...
    Jedne to z głupoty, inne poważniejsze.
    Ja byłam zawsze bezpieczna!

    Kornelia będzie również bezpieczna jak je, te kilkanaście lat temu :)
    Oprócz tego, że ma Nas rodziców, którzy zawsze ją ochronią, będzie też uświadamiana jakie niebezpieczenstwa czyhają na nią wtedy kiedy nie bedzie Nas obok...

    :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie ja też przypuszczam że jeszcze długo długo będę pracować jako szofer teraz Kacpra i za jakiś czas dojdzie Milla więc pewnie jakieś kilkanaście dobrych lat przede mną :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Mielismy kiedys pogadanke w przedszkolu o tych obcych. I wlasnie powiedziano nam, ze dla dziecka osoba obca to taka, jakiej jeszcze nigdy nie widzialo. Wiec wyliczylam corce mojej, z Kim moze isc- ze tylko z rodzina. I zawsze Musi sie pytac, jak chce gdziekolwiek isc.

    OdpowiedzUsuń

.