Open top menu
piątek, 11 października 2013

Matki to chodzące chwalipięty - i wcale nie ma tu się z czego śmiać. To zjawisko  miało miejsce od zawsze ale zaczęło szerzyć się jak plaga, kiedy powstały portale społecznościowe i blogosfera. Matki na potęgę zaczęły wstawiać zdjęcia i opisywać każdą czynność swojego dziecka w sposób jakby odkrywały inną galaktykę.




Pamiętam ze swojego dzieciństwa jak mamusie chodzące na zebrania -  jedne przez drugie trajkotały jak kataryny: "moja Kasia taka piękna" "Moja Monisia taka mądra", sąsiadki na klatce schodowej i do twarzy przylepione sztuczne uśmiechy "ach jakie ja mam wspaniałe życie", "a mój mąż to już jest taki dobry że aż brak słów". Wracają do domów zdejmują maski i męczą się ze swoim życiem. Rzygać się chce na takie kłamstwo i obłudę.

Pamiętam jedną koleżankę, której jakoś nie szła cała ta nauka, nasze mamy nigdy o szkole nie rozmawiały. W połowie podstawówki rodzice przenieśli ją do innej szkoły (to nic że w tej blisko domu było 11 innych klas w tym roczniku). Od tej pory ów koleżanka stała się Alfą i Omegą wszystkich dziedzin. Mamusia co kilka dni zdawała relację jaka to mądrą ma córeczkę i ze ma same piątki. Mi to obleciało. Oczywiście nasze miasto to nie Warszawa - i całkiem szybko od kogoś innego dowiedziałam się że jest zwyczajna przeciętna i to ledwo... po co kłamać?

Najbardziej "idealne" rodziny już dawno się rozpadły, "najmądrzejsze" dzieci wylądowały w więzieniach i w Irlandii na zmywaku, "najpiękniejsze" zamieniły się w shreka albo zostały dziuniami, karkami itd
Mojej mamie zawsze było daleko od publicznego chwalenia się dzieckiem i chyba tego nauczyła mnie.

Dlaczego mam publicznie pisać na 3 różnych portalach i mówić każdemu z osobna jak mądry jest mój synek i piękny i jak bardzo go kocham - po co? Po to żeby przekonywać sama siebie o prawdziwości tych faktów. Skoro jestem normalną matką, zdrową psychicznie, wychowaną w ciepłym rodzinnym domu to normalne jest że kocham swoje dziecko. Dla każdej matki jej dziecko jest najmądrzejsze i najpiękniejsze - więc po co mamy przekonywać innych o wyjątkowości swoich....?

Spotykam znajomą, ze mną moje dzieci - u niej w wózku mała dziewczynka. "widzisz jakie minki robi, jaka jest piękna, moja księżniczka, o o widziałaś znowu zrobiła tą  słodką minkę" - tak rzeczywiście słodka aż mnie zemdliło. Potem musiałam wysłuchać jaka jest wspaniała bo już tak pięknie chwyta. No tak nie lada wyczyn że mając 5 miesięcy chwyta - wow. No tak potem wróciła do swojego idealnego domu myśląc, że moje dzieci są cofnięte w rozwoju bo przecież się niczym nie pochwaliłam.

Jedynymi osobami, które będę zapewnić o mojej miłości do dzieci to one same. To im mówię często jak bardzo je kocham, jaka jestem z nich dumna, chwalę je... Nie muszę tego mówić sąsiadce, pani w przychodni, ekspedientce i setce innych ludzi... bo nikogo nie muszę przekonywać o prawdziwości swoich uczuć i nikomu nie muszę chwalić się jak to mam cudownie....


A na osłodę gorzkiego postu drożdżówka i szklanka mleka - na dobry sen :)


Tagged

1 komentarz :

  1. Ja jednak nie widzę w tym nic złego :) Chyba taka nasz natura, jesteśmy z naszych dzieci dumni, są dla nas idealne i najcudowniejsze - a niech i świat widzi ;) Zanim mnie taka mama dorwie to pierwsza zaczynam jak przystojny, mądry, jak pięknie mówi, jak ślicznie wygląda, jaki ma ładny nosek - to miłe jest :D Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

.