Open top menu
środa, 2 października 2013

Lubię jesień pod jednym warunkiem...., że pogoda jest taka jak w tym tygodniu :)
Skoro jesień to również czas na "dynio-branie".
A skoro zbiory pomarańczowych mutantów w pełni to oznacza, że grasują już wstrętne wirusy, bakterie i inne potwory.
Jak każdej jesieni w naszym domu pojawił się tran mający na celu wesprzeć tudzież zwiększyć naszą odporność. Jednak jeśli chodzi o suplementy diet jestem raczej ostrożna - szczególnie jeśli chodzi o dzieci.
Szczepienia...szczepić - nie szczepić... Od kilku lat nie potrafię opowiedzieć się po żadnej ze stron... Początkowo byłam na tak... Po kilku latach obrałam jednak drogę najprostszą i szczepię dzieci tym co "obowiązkowe" starając się przy tym nie myśleć jakie mogą być następstwa szczepień czy nie szczepienia wcale.  Słowo obowiązkowe nie przypadkowo włożyłam w cudzysłów i jeszcze do tego wrócę.




Rozważając szczepienia możemy skorzystać z setek naukowych opinii i opracowań - co z tego jeśli jedne przeczą drugim a podobno każde tworzone przez wybitnych naukowców. Kiedy czytam o zaletach szczepień a przede wszystkim sczepień dodatkowych, widzę koncerny farmaceutyczne czyhające na nasze portfele. Pneumokoki, meningokoki, rotawirusy... Z drugiej strony raporty tworzone przez oponentów wysuwają twierdzenia jakoby szczepienia były źródłem wszelkiego zła... Czytając, analizując i porównując doszłam do wniosku, iż nie będę korzystać ze szczepień dodatkowych... prosty bilans wg. analiz raportów i porównań opinii - ryzyko zachorowania nie szczepiąc dziecka równa się ryzyku powikłań po szczepieniu!!! Ponadto rozmowa z dwojgiem lekarzy pracujących w jednej przychodni utwierdziła mnie w tym przekonaniu - każdy z lekarzy miał na ten temat zupełnie odmienne zdanie!!! Swoją droga zawsze nurtuje mnie jedno pytanie skoro dodatkowe szczepienia są nam tak bardzo potrzebne i bez nich grozi nam zagłada to czy przypadkiem państwo nie powinno potraktować tej groźby poważnie i takowych szczepień nam sfinansować ;)
Chciałbym jeszcze wrócić do kwestii "obowiązkowych" szczepień i wyjaśnić dlaczego ów słowo wsadziłam w magiczny cudzysłów. Otóż jeśli nie stawisz się z dzieckiem otrzymujesz powiadomienia - ilość zależy od przychodni - finał sprawy jest taki, że na rodziców nakłada się kary finansowe - ot cała obowiązkowość....
Jak w każdej sferze swojego życia wszystko staram się wypośrodkować i zawsze szukam złotego środka. Dla mnie ten złoty środek to właśnie szczepienia podstawowe, które przyjmujemy. Ogromnie irytują mnie ludzie z mojego otoczenia nie posiadający wiedzy medycznej, którzy próbują mnie przekonać, że  POWINNAM lub NIE POWINNAM!!! Nie jestem bezmózgim yeti i potrafię sama decydować o tym co dobre a co nie - a fakt, że nie popadam w skrajności przemawia tylko na moją korzyść. Nie zamierzam również przekonywać nikogo do swoich racji - po prostu myślę, że warto zawsze wysłuchać opinii dwóch stron, zestawić ze sobą ich argumenty i zrobić "rachunek zysków i strat".

Kacper był dzieckiem wychuchanym i wydmuchanym, sterylnie posprzątane mieszkanie, podłogi z których można jeść, pranie w proszkach i płynach anty..., ciepłe ubranko, szczepienia dodatkowe i mogłabym tu wymieniać bez końca  - efekt: alergie, nieustający kaszel, katar, ciągnące się choroby a co za tym idzie ogólna masakra. Kiedy urodziła się Milla byłam już mądrzejsza i ograniczyłam swój pedantyzm, nie panikuję kiedy Milla zje chrupka z podłogi, nie przegrzewam, nie wyparzam i nie piorę w antyspecyfikach. Odporność dzieci muszą nabyć poprzez kontakt z bakteriami i wirusami. Wspomagam ją likierem z cebuli, czosnku, miodu i cytryny i duuuużo wietrzę moje siwe głowy :)
Jak na razie sprawdza się to idealnie :)













Po tych zbiorach nawet dzieci przeistoczyły się w dynie :) :)











A taki oto okaz wyrósł nam na płocie  :D





Tagged

0 komentarze

.